niedziela, 5 lutego 2012

Florentynki czekoladowe

Nie mam piekarnika w moim krakowskim mieszkaniu, nad czym bardzo boleję, zwłaszcza w kwestii słodyczy. Ile można jeść kupne ciastka? Dlatego szukam alternatywnych słodyczy, które "same" się robią, ewentualnie da się je zrobić w mikrofalówce. Do głowy przyszły mi florentynki, nie na karmelu, na którym pewnie połamałabym sobie zęby, ale na czekoladzie. Technicznie rzecz biorąc, to nie są żadne florentynki, tylko mendiants, ale kto by się przejmował? Są naprawdę dobre w tak przeładowanej wersji, sycące już po jednej sztuce, wytrawne w swojej słodkości i lekko chrupiące. Podane tu proporcje starczają na 14-16 obfitych sztuk, można coś wyrzucić, coś podmienić, więcej bym nie dawała:)


Tabliczka gorzkiej czekolady (każda się nada, ale warto zainwestować w dobrą)
2 łyżki tahini, niezbyt gęstego,o konsystencji miodu
garść (1/4 szklanki) płatków migdałowych
garść łuskanych pestek dyni
garść rodzynków
garść kandyzowanej skórki cytrusowej
garść łuskanego słonecznika

Bakalie wymieszać w misce, polać tahini (jeżeli jest zbyt gęste, rozcieńczyć ciepłą wodą) i dokładnie je wymieszać, żeby pokryło wszystkie i lekko je zlepiło. Rozłożyć arkusz papieru śniadaniowego na blacie. Roztopić czekoladę, w mikrofali albo na parze (tego drugiego nigdy nie robiłam, nie pytajcie mnie, jak). Łyżeczką nałożyć czekoladę na papier w dość dużym odstępie, nie więcej niż 4 krążki na rządek - będą się rozszerzać pod ciężarem bakalii. Kiedy zrobimy już wszystkie krążki, przerzucamy bakalie do miski po czekoladzie, dokładnie mieszamy, żeby zebrać resztki czekolady ze ścianek i nakładamy kopiastą łyżeczką na środek kropli czekolady, które trochę się rozszerzą - trzeba to zrobić w miarę szybko, żeby nie zdążyła zastygnąć. Przyklepujemy je trochę, żeby wszystkie przykleiły się do czekolady, nadmiar bakalii zjadamy i zostawiamy całość do zastygnięcia, w chłodnej kuchni zajęło to godzinę. Jeżeli macie powody przypuszczać, że w kuchni będzie za gorąco, rozłóżcie papier na desce i wstawcie do lodówki, ale nie polecam tego robić, gdyż czekolada może się "spocić" i całość nie będzie tak chrupiąca i delikatna. Nie trzeba ich przechowywać w lodówce, ale to nie M&Msy i rozpuszczają się w dłoni:)

To łatwy, prosty, relatywnie tani deser i trudno się w nim nie zakochać:) Zjadam dwa na drugie śniadanie, do herbaty.

6 komentarzy:

  1. Wyglądają cudownie i faktycznie chyba szybko się je robi i trudno coś popsuć. Coś czuję, że to będzie mój numer jeden ze słodyczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. o kurcze, bez piekarnika musi być Ci ciężko... Ja bym chyba umarła na dłuższą metę...

    OdpowiedzUsuń
  3. współczuję braku piekarnika.. Ale jak widać, można sobie poradzić bez :) ciasteczka pierwsza klasa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. pysznie można sobie radzić bez piekarnika..;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie ma to jak kreatywność :) bez piekarnika, ale pysznie, słodko i zdrowo, rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyglądają smakowicie. Najważniejsze to dobry pomysł:)

    OdpowiedzUsuń

Pisz na temat :>

Ranking i toplista blogów i stron