środa

Produkt rewju: wędzone salami roślinne

Miałam ambitne plany pieczenia kilku rodzajów muffinek i ciastek (nie mogłam się zdecydować), ale wstałam za późno, więc tylko poszłam po bułki. Kupiłam poprzedniego dnia, czyli wczoraj, "wędzone salami", produkt czeski, opisany po czesku, z długą listą składników w języku polskim (produkt zdecydowanie glutenowy) i niniejszym dzielę się wrażeniami:


Kiełbasa nie pachnie niczym konkretnym, co jest jej pierwszym plusem. Kroi się znośnie, ale nadal jest zbyt miękka, żeby pokroić ją cieniutko - sprężynuje pod nożem. W smaku producent starał się nadać uzasadnienie nazwie, więc jakiś salamiowaty posmak jest, ale nie za bardzo mięsny. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia czym ten produkt smakuje, i nie polecałam go z tego powodu nikomu; na pewno nie jest to salami ani wędzone. Ponoć to najsmaczniejszy z produktów z serii, co w połączeniu z ceną skutecznie odstrasza mnie od kupowania następnych. Nie zrozummy się źle, to nie jest złe - jest nijakie. Nadaje się do pokrojenia na kanapki, ale szczerze mówiąc wolę już najdziwniejszą pastę kanapkową, dajmy na to kalafiorow0-ananasową, niż taką bezsensowną kiełbasę.

Teraz dostanę 17 komentarzy na temat tego, jakie te czeskie kiełbasy są pyszne :)

Idę do sklepu po mąkę. I cukier.

niedziela

Szczyt obżarstwa i niezorganizowania

W piątek byłam na zakupach w Carrefourze i znalazłam tam dużo pożądanych przeze mnie rzeczy w zadziwiająco niskich cenach - np mój ulubiony pudding śliwkowy Valsoia kosztował 3,80 a nie 6,99! znalazłam przecenione krówki sojowe, dobrą czekoladę i generalnie wróciłam obładowana słodyczami:


W związku z powyższym zafundowałam sobie w sobotę duże śniadanie:


sojecznica na tostach z chleba kukurydzianego, parówka wędzona, jeden pudding z ciasteczkami zbozowymi i kandyzowanym imbirem, sok pomarańczowy i kawa. I najlepsze jest to, że takie duże śniadanie musiałam zjeść bardzo szybko, bo spieszyłam się na manifestację przeciwko naturalnym futrom - tyle że manifestacja była godzinę później niż mi się wydawało, a ja wszystko poprzekładałam tak, że móc tam być na 11. Cudowny weekend.

środa

Bułeczki z rodzynkami


Zupełnie zapomniałam tego wrzucić, a robiłam je przecież w niedziele wieczorem. Chodziły za mną od tygodnia słodkie, puchate, pełne rodzynek, rumiane bułki. W końcu w niedzielę uznałam, że nie mam i tak nic lepszego do roboty, i zaczęłam szukać przepisów. Jako że współlokator wysłany po drożdże wrócił z suchymi (nie miałam pojęcia, że technika poszła tak naprzód, że sprzedają je w sklepach osiedlowych) dylemat przepisowy rozwiązał się sam i wybrałam zmodyfikowaną wersję tego z Vegan Brunch - oryginalny był na słono, na wodzie i z makiem, a mój słodki, na mleku i z rodzynkami. Rezultat wyszedł bardzo bułkowaty - zwłaszcza na drugi dzień (nie mogłam się oprzeć i zjadłam jedną trzecią na ciepło), ale o to mi w końcu chodziło, nie o ciastko drożdżowe, tylko o bułkę :) Miałam też problem z odczekaniem odpowiedniego czasu na wyrośnięcie, jestem raczej niecierpliwa i w końcu włożyłam bułki do pieca wcześniej, tak że możliwe, że wasze będą większe i bardziej puchate. Do pilnowania czasu zatrudniłam mój nowy minutnik - babeczkę :)


Stanowczo nie zabieramy się za nie od rana, chyba że wstajemy o 5 rano i nie mamy co robić do ósmej:

łyżeczka suchych drożdży
5 łyżek cukru
1,25 szklanki ciepłego mleka, sojowego lub innego
3 szklanki mąki (można wymieszać różne rodzaje, ale jakoś na razowe bułki z rodzynkami ochoty nie mam)
duża szczypta soli
dużo rodzynek - ja wzięłam 200 g, co się będę rozdrabniać.
olej do posmarowania bułeczek
brązowy cukier do posypania bułeczek

Przepis jest prosty: w miseczce mieszamy do rozpuszczenia drożdże z cukrem i ciepłym mlekiem, odstawiamy na jakieś 5 minut. W dużej misce mieszamy mąkę z solą i robimy w środku dołek, w który wlewamy mleko z drożdżami. Zagniatamy i wyrabiamy ciasto dopóki nie będzie sprężyste - u mnie odlepienie go od rąk i stołu wymagało dodatkowego pół szklanki mąki, ale samo wyrabianie nie zajęło dużo czasu. Odkładamy ciasto do miski, przykrywamy ścierką i odstawiamy w ciepłe miejsce na godzinę do wyrośnięcia - aż będzie go 2 razy więcej.

Teraz trzeba natłuścić blachę, na której będziemy piec bułki. Wyjmujemy ciasto na podsypany mąką stół, robimy w środku dziurę, wsypujemy rodzynki i z uporem maniaka zagniatamy,aż wszystkie będą w cieście - zmieszczą się, bez obaw, trzeba je tylko do tego przekonać. Dzielimy ciasto na 16 części - ja moje po prostu pokroiłam - i toczymy kuleczki, które układamy na blasze w dowolny sposób. Ja nie chciałam, żeby bułki mi się do końca zrosły w jedną całość,ale żeby ładnie się połączyły, więc zostawiłam między nimi ok 2 cm:


Teraz trzeba je przykryć ścierką i ponownie odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę - jak już pisałam, nie jest to przepis do realizacji od rana. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni i po godzinie smarujemy każdą bułeczkę olejem/oliwą, posypujemy szczodrze brązowym cukrem i wstawiamy do piekarnika na pół godziny



Książka zaleca ostudzenie ich przed zjedzeniem, ale na ciepło były przepyszne i nie spowodowały żadnych bóli brzucha:) Na śniadanie zjadłam je z herbatą i owocami, uznając za kompletnie zbędne przekrawanie ich i smarowanie dżemem czy czymśtam. Skończyły się w poniedziałek a ja już mam ochotę na nowe:)

sobota

Makaron z serem

Pyszne i proste: dwa przekrojone, miękkie kiwi oraz wegańska wariacja na temat makaronu jakiegośtam ze strasznie fajnej książki o makaronach wydanej przez Klub dla Ciebie. Wariacja polega na tym, że 1/4 kostki tofu (użyłam czosnkowego) miksujemy z solą i pieprzem na gładką masę, a następnie mieszamy z gorącym makaronem. Ja, żeby tofu było bardziej kremowe (użyłam twardego, a wiadomo, jak to się miksuje) dodaję 2 łyżki wody od gotowania makaronu i już, szybciutko mamy gładką, kremową masę. Na zimno da się to zjeść, ale zdecydowanie wolę podgrzany.


A na śniadanie: lody bananowo-czekoladowe z polewą karmelową.

środa

Po prostu owoce

Czy wam też owoce smakują bardziej zmiksowane niż w całości? Nie wiem, jak to działa. Wczoraj kupiłam koszyk kiwi i miałam ochotę zjeść je dziś na śniadanie, a z reszty zrobić lody. Planowałam koktajl, ale w trakcie zmieniłam zdanie i zrobiłam coś takiego:


Pomysl jest prościutki, na jedną porcję potrzebujecie 1 banana i 2 kiwi. Banana miksujemy na krem z odrobiną wody lub soku bananowego - ważne, żeby całość była lekko płynna i pozbawiona grudek. Tak samo postępujemy z kiwi, które być może trzeba będzie dosłodzić - sprawdźcie. Wylewamy do naczynka warstwę kiwi, warstwę banana, przykrywamy warstwą wiórków czekoladowych i posypujemy warstwą mielonych migdałów lub innych orzechów. Najlepiej smakuje lekko przemrożone (godzina - dwie w zamrażalniku), ale w końcu to śniadanie, chce się je zjeść natychmiast :)

Moja śniadaniowa inwencja ostatnio umiera, skupiam się na jedzeniu ziemniaków na obiad. Nie lubię ziemniaków, więc nie za bardzo to rozumiem. Zrobiłam parę ciekawych i dziwnych rzeczy, ale ostatnio trafiłam na peruwiański przepis na nadziewane ziemniaki, który jest tak dziwny, że muszę go wypróbować.

Poza tym czekam na książkę.

piątek

Pomarańczowe placki ziemniaczane

Możliwe, ze placki ziemniaczane to nie jest to, co się wam kojarzy ze śniadaniem. Trzeba je smażyć i trochę się ubabrać przy robieniu. Ale na drugie śniadanie? Na zimno, na wynos, z dowolnym dodatkiem - idealne. A mi zostało trochę puree z dyni i jedna marchewka, więc postanowiłam je dodać do masy i usmażyłam je dzisiaj rano. Albo raczej - jak wstałam.


Udało mi się uchwycić na zdjęciu parę wodną - gwarancja świeżej usmażoności :)


2 duże ziemniaki
pół średniej cebuli
1 duża marchewka*
pół szklanki puree z dyni, surowego lub gotowanego
3 łyżki mąki z cieciorki
trochę zwykłej mąki
sól, biały pieprz, sproszkowany imbir i suszona mięta

Ziemniaki, cebulę i marchewkę trzemy czy miksujemy na dowolną ulubioną konsystencję - ja lubię czuć w moich plackach wiórki warzywne, ale moja współlokatorka na przykład wszystko trze na pulpę. Wkładamy całość do dużej miski i mieszamy z puree z dyni. Lekko solimy, pieprzymy, dodajemy szczyptę imbiru i mięty - nada to plackom ciekawego smaku którego pochodzenia goście nijak nie będą umieli odgadnąć, ale będzie im bardzo smakował :) Ubijamy łyżką i odstawiamy na kilka minut, żeby puściły sok.

Dosypujemy mąkę z cieciorki i dokładnie mieszamy - nada ona gotowym plackom puszystości i miękkości. Powinna dobrze wymieszać się z sokami, które puściły warzywa i nadać odpowiednią konsystencję masie, tak, żeby nie rozlatywała się nałożona kopiaście na łyżkę. Jeżeli się nie trzyma dodajemy trochę zwykłej mąki - w ziemniakach jest skrobia która w naturalny sposób połączy składniki, potrzebuje tylko trochę czasu na ich związanie. Odstawiamy miskę i rozgrzewamy bardzo dużą patelnię; ja lubię smażyć placki i inne takie zupełnie bez tłuszczu, ale sami znacie swoje patelnie i potraficie ocenić, czy i ile oleju jest wam potrzebne. Nakładamy ciasto łyżką rozpłaszczając je możliwie najcieniej (na mojej patelni mieszczą się 4 takie placki) i smażąc aż boki się nie zezłocą.

* marchewka, jako warzywo z tych wszystkich najtwardsze, usmaży się w plackach, ale będzie wyraźnie wyczuwalna - jeżeli chcecie tego uniknąć, obgotujcie ją we wrzątku minutę-dwie i dopiero wtedy zmiksujcie.


Zrobiłam więcej placków na zapas - w sumie 12 - i zjadłam trzy z trzema różnymi dodatkami: z sosem okonomiyaki, z sosem miętowym i ze straszliwie słodkich dżemem malinowym. Najlepsze były na słodko, ale to jest tylko moje zdanie :)

czwartek

Nie-mleczna kanapka w kolorze zielonym:)

Kupiłam miękkie tofu na przecenie i miałam ochotę na sernik, taki mokry, słodki, bez pieczenia, z rodzynkami w masie. Kiedy zabrałam się do roboty okazało się, że wzięłam za duże naczynie i całość zrobiła się płaska, więc dodałam drugą warstwę "ciasta" i tak powstała słodko-miodowa śniadaniowa kanapka, lekko zielona w środku, bo zabarwiłam ją herbatą matcha. Ale wy nie musicie.


Opakowanie ciastek korzennych (mogą być inne, ale te mi pasowały)
pół szklanki płatków owsianych, najlepiej błyskawicznych
pół małego słoiczka sztucznego miodu, ew. innego słodkiego lepiszcza
opakowanie miękkiego tofu
1/5 szklanki cukru
pół paczki rodzynek
garść siekanych migdałów albo innych orzechów
łyżka herbaty matcha lub cynamonu (nie radze obu na raz, może być wysoce niejadalne)


Potrzebujemy miksera. Miksujemy wszystkie ciastka na proszek i dzielimy masę na 3 części: dwie wsypujemy do miski, dolewamy po trochu miodu i ugniatamy do utworzenia mniej lub bardziej zwartej masy. Wykładamy tą masą dno naczynia, w którym robimy sernik.

Tofu miksujemy z cukrem i herbatą/cynamonem (właściwie to może być też inna przyprawa...) na gładką, napowietrzoną masę. Dodajemy rodzynki i migdały, mieszamy. Wykładamy masę na spód z herbatników.

Płatki owsiane miksujemy na drobne kawałki. Mieszamy z proszkiem herbatnikowym i posypujemy równo warstwę tofu. Łyżeczką polewamy całość resztą miodu tak, żeby nie pozostały żadne suche miejsca. Wkładamy do lodówki na całą noc. Rano ostrożnie kroimy na kanapeczki :)

środa

Sojecznica czosnkowo-cebulowa na pierwszy śnieg

Pierwszy śnieg (a niech cię szlag, wracaj skąd przyszedłeś, idź zaskakiwać Greków i Hiszpanów) miała powitać domowa gorąca czekolada przyrządzana w tygielku, ale czekoladę zgubiłam. Tabliczkę. Dzisiaj jest ten dzień, kiedy rzeczy po prostu się gubią.

Zamiast gorącej czekolady przyrządziłam sojecznicę na grzankach, z tofu czosnkowego z małą, posiekaną cebulką i kawałeczków smażonego tempeh, przyprawioną czarną solą i pieprzem syczuańskim (który wziął się u nas nie wiadomo skąd, możliwe, że został od poprzednich lokatorów, jako że byli Chińczykami. Z powodów powyższych specyfikacja pieprzu nieznana). Podlałam całość odrobiną mleka sojowego, żeby nabrała puszystości, i położyłam na pokruszonych tostach. Przed zjedzeniem polałam sosem do okonomiyaki, o którym dla odmiany coś wiem - że prawdopodobnie składa się z mieszanki sosu sojowego, keczupu i przypraw, a w każdym razie jest pyszny. Podobno Japończycy dziwią się strasznie i oburzają, kiedy tego sosu używa się do innych potraw, co jest o tyle dziwne, że okonomiyaki to po prostu smażone na blasze cokolwiek :)

wtorek

Pasta z suszonymi pomidorami

Czy pestki dyni kwalifikują się jako dynia? Nie jestem pewna, czy mogę dołączyć przepis do Festiwalu Dyni:) To prosta, sycąca i bardzo zdrowa pasta do kanapek przygotowana z tofu, suszonym pomidorów, konserwowej papryki, pestek dyni oraz przypraw. Nadaje się też, po lekkim rozrzedzeniu, jako sos do makaronu. Uniwersalnie pyszna :)


1/3 kostki wędzonego tofu
1/3 kostki naturalnego tofu (można też dodać samo naturalne, ale wędzone dodaje niesamowitego smaku całości)
garść suszonych pomidorów
garść konserwowej papryki (lepszej miary nie umiem znaleźć, poza tym i tak większość ludzi wyjmuje ją ręką ze słoika)
2 łyżki mielonych pestek dyni (w młynku do kawy, chyba że chcecie kupować nowy blender)
sól, pieprz, ewentualnie wędzona papryka - odrobina


Siekamy pomidory oraz paprykę. Wkładamy do blendera lub do miski razem z tofu i pestkami dyni i miksujemy wytrwale na gładką, albo prawie gładką, masę. Doprawiamy do smaku - pasta będzie lekko słodkawa, bardzo pomidorowa i przęsiąknięta zapachem wędzonego tofu.

Z bardziej dyniowych przepisów, jakie uskuteczniałam, mogę wymienić tosty dyniowe i dyniową sojecznicę. Chciałam też zrobić dyniowe naleśniczki, ale mi nie wyszły, zobaczymy jak z resztą pomysłów, w końcu dopiero wtorek :)

czwartek

Masala Chai w roli śniadania dla pracoholika

Chciałabym wam kogoś przedstawić:


To jest słodzone skondensowane mleko kokosowe, które jest najpyszniejszą rzeczą na świecie, kropka.
Podobnie jak zwykłe mleko kokosowe, w puszce rozdziela się na śmietankę i mleczko, które znajduje się na dole, więc nie ma konsystencji zwykłego mleka skondensowanego i nie da się z niego zrobić krówki (niestety - przynajmniej nie klasycznym sposobem). Walory smakowa za to ma podobne, tyle że lepsze:) Gęsty krem powstały z wymieszania śmietanki z mlekiem sam w sobie smakuje jak toffi i trudno się powstrzymać przed wyjadaniem go łyżeczką z puszki. Na szczęście jest bardzo słodki.

Tak słodki, że idealnie nadaje się do stworzenia indyjskiej herbaty znanej jako Masala Chai - mocnej czarnej herbaty rozrobionej ze słodzonym mlekiem skondensowanym i przyprawami. Jest to oczywiście wersja nowoczesna, bo tradycyjna zakłada wygotowywanie mleka w nieskończoność aż samo się skondensuje, ale czy my jesteśmy masochistami? Może niektórzy są, dla nich tradycyjny przepis tutaj:


2 szkl. wody,
2 szkl. mleka,
3 łyżeczki czarnej liściastej herbaty (assam, darjeering...)
ok 5 cm świeżego imbiru drobno posiekanego,
2 strąki kardamonu,
gwiazdka anyżu,
4 goździki,
cynamon (kora),
2 ziarenka czarnego pieprzu,
liść laurowy,
cukier 4 łyżeczki (można oczywiście więcej lub mniej)

kardamon, cynamon, goździki i pieprz rozgnieść w moździerzu, zagotować 2 szklanki wody w rondlu, wrzucić wszystkie składniki oprócz herbaty i chwile gotować, dodać mleko i zagotować, wsypać herbatę, cukier i gotować kilka minut. pić gorącą! smacznego

Ten przepis daje nam mało gęstą i bladawą herbatkę. Mój ulubiony przepis zakłada użycie gotowej mieszanki przypraw do kawy, w skład której wchodzą (o ile dobrze pamiętam) mielone: goździki, imbir, kardamon, cynamon i anyż. Nie robię jej w domu, bo nigdy nie udało mi się uzyskać takich fajnych proporcji. Mój przepis wygląda tak:


3/4 kubka gorącej, mocnej, czarnej herbaty
3 łyżki skondensowanego mleka kokosowego
pół łyżeczki przypraw

Wszystko ładnie wymieszać i wypić:)


Ten przepis daje gęstą, tłustą i pyszną herbatę, która doskonale zapycha i zaspokaja głód więc jest idealnym posiłkiem dla osób przyklejonych do komputera - piszących prace, raporty czy ogólnie zapominających o jedzeniu.

Mus z ciasteczkami

Testuję nowe miejsca na robienie zdjęć.


To jest szybki mus bananowo-jabłkowy na ciasteczkach, który w magiczny sposób przemienia się w lodówce ze zmiksowanych owoców w deserowe śniadanie o stałej konsystencji. Bardzo smaczne i bardzo zdrowe, jeżeli tylko użyjemy odpowiednio zdrowych ciastek :)



1 duże jabłko
1 duży dojrzały banan
2-3 łyżki płatków owsianych, najlepiej błyskawicznych
łyżeczka - dwie brązowego cukru (opcjonalnie)
łyżeczka cynamonu
kilka kruchych ciastek - mogą być herbatniki, mogą być owsiane, ja użyłam korzennych

Kruszymy ciastka, ale nie na proszek, tylko na kawałeczki, i wysypujemy nimi dno naczynia przeznaczonego na mus tak, żeby przykryć je na 0,5 do 1 cm.
Obieramy jabłko, kroimy na kawałki i miksujemy - nie blendujemy, ponieważ chcemy mieć kawałeczki jabłka. Można zetrzeć na średniej tarce.
Obieramy banana i miksujemy go razem z jabłkami. Tym razem tarka się nie przyda.
Dodajemy płatki owsiane i miksujemy wszystko razem tak, żeby płatki zupełnie się rozdrobniły i nie były widoczne. Do tego zdecydowanie potrzebujemy miksera, nie tarki.
Całą masę wylewamy na ciasteczka i wstawiamy do lodówki na najniższą półkę na przynajmniej godzinę, a najlepiej na noc.
Rano tudzież po godzinie wyjmujemy, posypujemy cukrem i cynamonem i zjadamy - mus magicznie przybrał konsystencję stałą, a to za sprawą napęczniałych płatków owsianych, które przezornie rozdrobniliśmy tak, żeby nam nie przeszkadzały w jedzeniu i nie udawały owsianki.

Smacznego :)

środa

Smażony ryż na przymrozki

To jest jeden z moich ulubionych fastfoodów, dowód miłości do keczupu i idealnie szybkie, gorące danie do zrobienia z otwartym jednym okiem. Użyłam tu czosnku, ponieważ jestem przeziębiona, ale jeżeli ktoś się boi aromatów to może dodać cebulki albo w ogole sobie darować, i też będzie dobre.

Przepis jest prościutki:

Na patelni z odrobiną tłuszczu podsmażamy posiekany ząbek czosnku i pokrojoną w plasterki parówkę sojową. Smażymy aż parówka się przysmaży.
Dodajemy pół szklanki ugotowanego ryżu, najlepiej brązowego, ale może też być biały. Rozdrabniamy dokładnie i podsmażamy na złoto - parówka zapewne wchłonęła cały tłuszcz, więc dodajemy go trochę więcej.
Na koniec dodajemy ulubiony keczup - tyle, ile nam jest potrzebne, żeby dokładnie pokryć nim ryż. Smażymy przez chwilę, aż całość przestanie się lepić do patelni.
Przekładamy na talerz i posypujemy suszonym oregano, bazylią albo pietruszką (albo wszystkim na raz). Jeżeli na keczup był łagodny, dodajemy odrobinę pieprzu.
Jemy natychmiast:)



Cały czas szukam w nowym mieszkaniu dobrego miejsca na robienie zdjęć - niestety kuchnia jest duża, a okno małe, na dodatek robi się coraz ciemniej, więc chyba zostaje mi tylko sztuczne oświetlenie.

niedziela

Tofu na różowo, tofu na pomarańczowo

Miałam dużo pomysłów na różowe dania, ale jakoś tak się złożyło, że prawie żadnego z nich nie zdążyłam zrealizować - zobaczymy, jak będzie w przyszłości. Od kiedy zaczęły się przymrozki żywiłam się głównie owsianką, ale pewnego dnia owsianka się skończyła i dzięki temu mogę wam zaprezentować dwie nowe wersje kolorystyczne sojecznicy:) Pomarańczowa zawiera dynię, a różowa czerwone warzywa, co nieco zmieniło jej docelowy kolor; najważniejsze, że była bardzo smaczna.


To jest wersja różowo-czerwona, z wykorzystaniem letnich warzyw w wersji przetworzonej, bardzo jesiennego składnika - soku z buraka, i nieodzownej prażonej cebulki:


1/3 kostki naturalnego tofu
4 łyżki soku z buraków lub koncentratu na barszcz (płynnego, nie w proszku!!)
pół małej cebuli
mały pomidor - może być ze słoika lub z puszki
papryka konserwowa w ilości odpowiadającej objętości pomidora
sól jajeczna
czerwona papryka
opcjonalnie: różowy pieprz oraz prażona cebulka

Siekamy cebulę, a pomidora i paprykę kroimy w kosteczkę. Podsmażamy cebulę na oliwie aż będzie szklista, dodajemy pokruszone drobno tofu, smażymy przez minutę i zalewamy sokiem z buraka mieszając tak, żeby całe tofu nabrało jadowicie różowego koloru (zaraz się zniweluje sam). Przyprawiamy solą jajeczną oraz papryką (i pieprzem) i smażymy jeszcze 2 minuty. Na koniec dodajemy pomidora i paprykę i smażymy aż puszczą sok i odparuje on z patelni.


Tutaj wersja pikantno-dyniowa na Halloween:


1/3 kostki naturalnego tofu
pół szklanki dyni, surowej, pokrojonej w kostkę, lub 5 łyżek puree z dyni
pół małej cebuli
duży ząbek czosnku
kurkuma
sól jajeczna
wędzona papryka
opcjonalnie: szczypta imbiru, szczypta kardamonu, no i prażona cebulka :)


Cebulkę i czosnek siekamy i podsmażamy na oliwie. dodajemy dynię w kostce i przyprawy, smażymy 5-7 minut, aż trochę zmięknie (w przypadku puree po prostu je podgrzewamy). Dodajemy pokruszone tofu i smażymy aż całość będzie jednolita, gęsta i wszelkie soki odparują.

Smacznego:)

wtorek

Różowa energia jogurtowa

Z okazji różowego tygodnia przyszło mi do głowy kilka pomysłów, zacznę od najprostszego z nich, czyli różowego jogurtu z dodatkami. Jogurt jest naturalny i gęsty, dodałam do niego aromatyczny syrop malinowy i garście posiekanych orzechów laskowych, migdałów, pestek dyni i sezamu. Doskonale pasowałyby tu suszone żurawiny albo rodzynki, ale nie miałam ich pod ręką, więc tylko udekorowałam wierzch białymi i różowymi cukierkami pudrowymi:)


Bardzo dobre i na szybkie śniadanie, i na zdrowy deser (bez tych cukierków).

niedziela

Wyuzdane tosty na zimne poranki:)

Trudno to okryć - te kanapki to orgia na śniadanie, wszystko co gorące, słodkie, zapychające i niezbyt zdrowe. Zdjęcie poglądowe absolutnie nie oddaje zalet tego nadzienia:


Między pszenny chleb należy położyć grube plastry banana, po 4 małe kostki gorzkiej czekolady (ze słodką nie dacie rady zjeść) i posypać rozdrobnionymi cukierkami "Malinki". Zapiec w opiekaczu, polać ciepłym sztucznym miodem i uważać, żeby nie pobrudzić się ściekającą czekoladą, bo trudno schodzi;)

sobota

Tosty dyniowe

Miałam już nie umieszczać przepisów z Vegan Brunch, ale w tym tak namieszałam, że właściwie to się nadaje. Przepis jest wegańską adaptacją tostów francuskich - już kiedyś jedne robiłam - z użyciem puree z dyni jako bazy. Zostały ocenione bardzo wysoko przez moją siostrę, która nie cierpi tostów francuskich, smażonego jedzenia i w ogóle połowy rzeczy na świecie. Są tak dobre, że rozważam zawekowanie dyni na użytek tego właśnie dania.

Ważna uwaga - najlepszy do tego przepisu będzie wyschnięty na kość chleb, ewentualnie taki 3-4 dniowy, albo spieczone tosty - miękki chleb zwyczajnie się rozpadnie.


4 tosty dyniowe

pół szklanki puree z dyni - użyłam surowej, ale gotowana może być nawet lepsza
3/4 szklanki mleka sojowego lub innego
łyżka mąki z cieciorki (można zastąpić niepełną łyżka ziemniaczanej)
kopiasta łyżka mąki pszennej
łyżeczka cynamonu
łyżeczka mielonego imbiru
łyżka cukru pudru

4 kromki chleba

Wszystkie składniki poza chlebem wymieszać na głębokim talerzu. Chleb namaczać przez kilka minut z każdej strony i smażyć na cieniutkiej warstwie tłuszczu (ja po prostu posmarowałam patelnię oliwą) po 5 minut z każdej strony, na średnim ogniu. Przewracać delikatnie i podawać ciepłe - my zjadłyśmy je ze słodką pastą sezamową, która przyjemnie rozpłynęła się po powierzchni gorącego chleba.

środa

Sklepowe burgery sojowe

Robiąc ostatnio zakupy trafiłam na nowy produkt mięsopodobny, a mianowicie sojowe burgery "Slim" marki Polsoja. Po rozejrzeniu się w ofercie wybrałam takie z dodatkiem kwasów Omega-3 i włożyłam do koszyka na przegryzkę na szybki lunch.

Pierwsze wrażenie, estetyczne, było pozytywne - ładny różowawy kolor, dość duże i grube, niestety cena znowu typowa, czyli za 2 burgery płacimy tyle, ile za analogiczne mięsne kotleciki dla całej rodziny. Po otwarciu mina mi trochę zrzedła, bo zapachniało czymś znajomym; powiedziałabym, że była to konserwa wieprzowa, co potwierdza także współlokatorka używa jako tester. Po podgrzaniu burgery nieco spuchły, jak to białko sojowe ma w zwyczaju, ale w smaku były całkiem niezłe - nienarzucające się, nie chlebowe, nie mięsne, dość delikatne i sycące. Jest to zdecydowanie lepszy produkt od poprzedników w postaci "burgerów słonecznych" czy kotlecików z mielonej soi, ale czy to automatycznie oznacza, że jest dobry...


Ja zjadłam go w chlebie tostowym (jak widać toster nieco rozregulowany) posmarowanym sosem satay i majonezem, ze świeżą bazylią w charakterze sałaty i z obowiązkowym keczupem (ale bez prażonej cebuli).

sobota

Jajecznica z pieczarkami i papryką bez jajecznicy

Zastanawia mnie czasami taki dość nieracjonalny sprzeciw wobec jedzenia niektórych rzeczy na śniadanie (albo na kolację): można zjeść smażoną na patelni jajecznicę z pieczarkami, z papryką, z cebulą, nawet z ziemniakami, ale same smażone pieczarki, papryka czy ziemniaki nie pasują nam do niczego poza obiadem... gdzie tu logika? Nikt nam przecież nie każe pławić ich w hektolitrach tłuszczu i panierować; możemy zjeść lekki, podsmażone, podduszone warzywa same w sobie, taki sympatyczny jesienny posiłek na nadchodzące deszczowe dni.


Na mojej patelni znalazły się, pokrojone "na ząb":

2 średnie pieczarki
pół czerwonej papryki
pół białej papryki
jeden mięsisty pomidor
ząbek czosnku
garść kostek polenty


Wszystko podsmażyłam na 3 łyżkach oliwy z suszonym tymiankiem, podlałam sosem sojowym z dodatkiem łyżki sztucznego miodu i pieprzem, posypałam świeżą bazylią przed zjedzeniem.

czwartek

Domowa Nutella

Co roku w sezonie węgierek zaczyna się na blogach kulinarnych - zwłaszcza wegetariańskich oraz prowadzonych przez mamy małych dzieci - wędrowanie przepisu na śliwkową nutellę. To nie będzie ten przepis. Pomijając moje obiekcje do nazywania nutellą rzeczy pozbawionych orzechów (dlaczego nie plumella?) to dżem śliwkowy oraz dżem z kakao to nie są moje ulubione rzeczy na świecie. Postanowiłam zrobić swoją nutellę, z orzechów laskowych i czekolady, taką samą jak oryginalna, tylko lepszą, bo nie pioruńsko słodką - nie do końca mi wyszło, ale z rezultatu jestem bardziej zadowolona niż nie, więc proszę bardzo, domowa nutella:


Żeby ją zrobić, namoczyłam 100 g orzechów laskowych w letniej wodzie, na prawie dobę. Opłukałam je potem starannie (zaczęły pękać i zrobiły się śliskie) i wsypałam do pojemnika blendera przeznaczonego do siekania - chodzi mi o taki model. Posiekałam je tam dość drobno, ale nie na mąkę i przełożyłam do dużej miski razem z 50 g startej gorzkiej czekolady (poniżej 60%), pół szklanki rozpuszczalnego kakao dla dzieci i 1/4 szklanki cukru. Dolałam trochę oleju słonecznikowego i zaczęłam miksowanie blenderem- żyrafą. Miksowanie jest żmudne, trwa kilkanaście minut i z początku nic się nie dzieje, ale kiedy orzechy zaczynają puszczać olej zamienia się w gęstą, truflowatą masę. Kiedy stanie się tak z całością, trzeba dolać ok. 1/4 szklanki mleka (np czekoladowego) i dalej miksować aż uzyskamy zupełnie gładką masę, a przynajmniej tak bliską gładkości, jak to możliwe, bo mi się nie udało, a nie chciałam przegrzać blendera. Na koniec wstawiłam nutellę na noc do lodówki, żeby się przegryzła.

Masa wyszła bardzo gęsta, co widać na zdjęciu, i bynajmniej nie gładka - spokojnie można by z niej ulepić pralinki :) Smakowo nie mam zarzutów, bardzo orzechowa, bardzo czekoladowa, z początku wydawała się za gorzka, ale noc w lodówce zrobiła swoje - dlatego uczulam was na słodzenie jej tuż po zrobieniu, lepiej poczekać. Będę dalej eksperymentować z konsystencją, ale przepis niewątpliwie wart jest zrealizowania :)

wtorek

ooo...bento!!!


To jest moje nowiutkie bento, przywiezione z Japonii:


Ma dwa poziomy, z czego głębszy zaopatrzony w ruchomą podziałkę, plus dodatkowy pojemniczek na górze przeznaczony na sztućce/pałeczki. Rozmiar niestety dziecięcy - damskie bento są ogólnie małe, ale nie aż tak - ponieważ takie chyba najłatwiej dostać, w sumie pojemność to 2/3 mojego zwykłego pudełka, ale ponieważ ostatnio nie potrzebuję aż tyle jedzenia, to nawet dobrze się składa:) Każdy z pojemniczków jest zamykany osobno i dość szczelny, w każdym razie zapachy się nie wydostają, co jest dużą zaletą. Dodatkowym plusem rozmiaru jest to, że nie zajmuje wiele miejsca w torebce, co zawsze było moją zmorą (to i umieszczenie go na płask, żeby nic nie wyciekło).


Oczywiście postanowiłam użyć go od razu, i na pierwszy ogień miał iść omlet inspirowany tym, który opisała autorka the tropical vegan, ale coś poszło nie tak i zupełnie go przypaliłam (tzn z przepisem wszystko było dobrze, tylko usmażył się błyskawicznie i równie szybko przeszedł do zwęglania), więc podam przepis kiedy będę go pewna. niespaloną masę zgarnęłam do pojemnika po prawej i dołożyłam pudełeczko z majonezem wege jako dodatkiem - drugim dodatkiem jest sól sezamowa z pojemniczka na sztućce. W pojemniku po lewej znajduje się pół zielonej papryki oraz mały pomidor przetykany porem (którego zapachu nie było zupełnie czuć przed otwarciem pojemniczka - duży plus).


Ogólnie rzecz biorąc jestem bardzo materialistycznie i estetyzująco szczęśliwa:)