Jednym z takich przepisów jest dip karczochowy, nad którym proponuję w ogóle nie myśleć, nie boczyć się na składniki, tylko bez zastanowienia zrobić i potem rozpływać się nad smakiem (przetestowane na koleżance nienawidzącej karczochów):
puszka karczochów w zalewie
kostka naturalnego tofu
6 łyżek wege majonezu
przyprawy: w oryginale jest Old Bay, którą zastąpiłam następującą mieszanką: łyżeczka płatków nori, łyżeczka płatków drożdżowych, sól, pieprz, słodka papryka, oregano
Posiekać karczochy. Pokruszyć tofu i wymieszać z wszystkimi składnikami w miseczce. Wstawić do mikrofalówki na maksymalną moc na półtorej minuty, zajrzeć czy pojawiły się bąbelki, jeżeli nie, to podgrzewać do skutku, mieszając w przerwach.
Dip jest dobry na zimno i na ciepło, z chlebem i z nachosami, nam w smaku przypominał śledzia-nie było tylko zgody, czy w occie, czy w oleju, ale zdecydowanie śledzia, co jest o tyle zabawne, że oryginalny przepis miał imitować sałatkę krabową :) Nigdy nie przypuszczałam, że da się jeść gotowany majonez, mam teraz nauczkę, żeby nie skreślać żadnego przepisu z góry i nie sugerować się recenzjami zdegustowanych kur domowych które wszystko robią od podstaw i boją się używać czegokolwiek poza palnikiem gazowym.
Przy okazji: polecam quiz w linku do strony książki, zadziwiająco trafia w moje apetyty :)
Jak z majonezem, to może ma smak śledzia po japońsku?
OdpowiedzUsuńTo się zniechęciłam, na śledzia nie mogę patrzeć przez całe życie, a na samą myśl robi mi się niedobrze:) Ale karczochy uwielbiam. Co nadało dipowi smaku rybnego, nori?
OdpowiedzUsuńMyślę że tak, plus ewentualnie marynada od karczochów. Mi strasznie smakowało w każdym razie:)
OdpowiedzUsuńtwoj blog jest cudowny! pozdrawiam iga.
OdpowiedzUsuń