Dużo ludzi mówi mi, że nie może zrozumieć mojej miłości do tofu, które przecież nie ma smaku. koleżanka nawet podarowała mi stosowny magnes:

Zawsze zastanawiam się jak bardzo stępione trzeba mieć kubki smakowe, żeby twierdzić coś takiego - zwłaszcza, że robią to osoby jedzące sałatę i pijące wodę z butelki! To muszą być czyste uprzedzenia. Niemniej jednak dla osób szukających trochę bardziej serowego smaku mam taki oto przepis:
Pół kostki tofu pokroić w plasterki i ułożyć w miseczce lub w rondelku. Zalać połową (może trochę więcej) szklanki mleka roślinnego, dodać szczyptę soli i łyżeczkę oliwy z oliwek. Podgrzać prawie do zagotowania, tak, żeby większa część płynu wyparowała i na tofu została tylko gęsta skórka; umyć je pod przegotowaną wodą i ostudzić, a następnie podawać w dowolny sposób, na przykład zamiast mozarelli na pomidorach posypanych bazylią i pieprzem.
Kwestię kawy i czekolady rozwiązałam łącząc pól litra zimnego mleka sojowego z 4 łyżkami rozpuszczalnego kakao i filiżanką mocnej kawy z maszynki i lekko spieniając całość.
tez o tym kiedyś myslałam, ale to raczej zmiłości do pomidora. Nie zdecydowałam się jednak. Ale robiłam coś innego z tofu, tylko jeszcze nie zamieściłam. Chyba zrobię posta specjalnie dla ciebie ;-)
OdpowiedzUsuńja tam tofu uwielbiam, no ale oczywiście przyprawione :)
OdpowiedzUsuńnigdy nie jadłam tofu
OdpowiedzUsuńciekawi mnie jego smak,
z zaciekawieniem obserwuję go w Twoich przepisach i pewnie kiedyś się skuszę
genialny magnes! :)
OdpowiedzUsuńpięęęęęękny magnes, a jaki życiowy ;) (chociaż ja bardzo lubię tofu ;)
OdpowiedzUsuńmagnez świetny:) a tofu uwielbiam, w każdej postaci.
OdpowiedzUsuńuwielbiam tofu, choć przyznam, że nie była to miłość od pierwszego kęsa ;)
OdpowiedzUsuń