Uważam, że to słowo należałoby wprowadzić z powrotem do naszego słownika, w zastępstwie okropnego pojęcia "smarowidło". Rodzaj jedzenia niekoniecznie będący pastą lub masłem, slużący do rozsmarowywania. Co myślicie?
W każdym razie mój dzisiejszy (właściwie wczorajszy) wyrób kwalifikuje się do tej kategorii idealnie: jest czymś pomiędzy masłem migdałowym a budyniem, nie jest słodki (czy raczej nie powinien być, ale o tym zaraz) i używa się go tak jak np. serka wiejskiego.
Jak to się robi? Zaczynamy od migdałów, które blanszujemy (obieramy ze skórki) i w ilości 1/3 szklanki mielimy na proszek w młynku do kawy czy gdzieś tam. Dolewamy do proszku pół szklanki gorącej wody i rozrabiamy na pastę. Dolewamy pół szklanki zimnej wody, dodajemy 2 łyżki soku z cytryny, 2 łyżki skrobi i pół łyżeczki płatków drożdżowych, oraz sól do smaku. Wszystko miksujemy na bardzo gładką i napowietrzoną masę.
Przekładamy do rondelka i cały czas mieszając (bardzo ważne) podgrzewamy do zagotowania, zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze minutę. Przekładamy do miseczki i zostawiamy do ostygnięcia. Po ostygnięciu ubijamy masę, żeby była puszysta, i przekładamy do lodówki. Przed podaniem mieszamy jeszcze chwilę.
Tak wygląda gotowy produkt:

Dokonałam jak zwykle pewnych zmian w stosunku do oryginalnego przepisu z "The Ultimate Uncheese Cookbook": nie miałam w domu mąki ziemniaczanej ani kukurydzianej (zabrałam się za to wieczorem), więc użyłam budyniu toffi w cichej nadziei, że nie będzie czuć - niestety, to nie jest prawda i wyszedł mi serek toffi:P Dodałam też sos sojowy zamiast soli i więcej płatków drożdżowych.
Gotowy krem ma delikatny dość nijaki smak, więc polecam wymieszanie go z czymś zdecydowanym: ja wzięłam pomarańczowe pomidory i sos chili, pasowały idealnie (nawet do tego toffi...)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisz na temat :>