

W Japonii można kupić do tego specjalne, małe i długie (żeby się lepiej trzymało) foremki o średnicy przeciętnej marchewki czy ogórka. Ale Polacy nie gęsi, swoje wariactwa mają i dziś znalazłam w sklepie gospodarstwa domowego taki oto polski zestaw w cenie 8 zł:
Foremki są przeznaczone "do małych ciastek" i niestety głębokości przeciętnej ciastkowej foremki, co oznacza przykładanie większej siły do wycinania z surowych warzyw; na szczęście są dość ostre. Największa, rybka, ma 5 cm, najmniejsza - księżyc - 3 cm, reszta ma mniej więcej 4 cm długości, czyli powinny pasować na przeciętne warzywa, a na owoce na pewno. Kupiłam też foremki do tartaletek, ale najzupełniej zwyczajne.
Coś mi się wydaje, że jutro na obiad będzie gulasz drobiowo-rybny :P
(i może parę motyli też, dla smaku)
Edycja: nie zdążyłam poprzednio zamieścić sprawozdania z wycinania produktów jadalnych:)
Jeżeli chodzi o tofu, to radzę robić cieńsze plasterki, bo wyglądają ładniej, chociaż z drugiej strony trudniej się je wyciąga i mogą się połamać; dobrym rozwiązaniem będzie wycięcie grubszego kształtu i poplasterkowanie go na 2-3 cieńsze. Warzywa tną się ładnie i dobrze wychodzą z formy, ale trzeba przyłożyć trochę więcej siły. Jak donosi moja siostra, wycinanie z sera żółtego nie nastręcza żadnych problemów.
A tu wersja kanapkowa:
Złamane serce jest boskie :>
śliczne te foremki :)
OdpowiedzUsuńmoze nie jem jajek ale nieustannie mnie fascynuja te maszynki do ksztaltowanai zoltek - http://bellnad.blogspot.com/2008/03/eggs-machine.html - takie cos mogli wymyslic tylko w Japonii!!!
OdpowiedzUsuńa gdzie takie foremki można dostać?
OdpowiedzUsuń:)
Ja kupiłam w prowincjonalnym klepie gospodarstwa domowego, więc przypuszczam, że wszędzie :)
OdpowiedzUsuń